Zayn stał w oknie już od dwóch godzin. Na parapecie stała
popielniczka, w której gasił czwartego już papierosa, a obok niej był pusty już
kubek po herbacie z hibiskusem. W końcu jednak czarny samochód podjechał pod
dom i Zayn wyszedł jak burza z domu, idąc naprzeciw mężczyźnie z burzą
czekoladowych loków.
- Harry!
Powiedział entuzjastycznie mulat, uśmiechając się do niego
promiennie. Niestety – zielone tęczówki pozostały obojętne na jego radość.
- Cześć, Zayn.
Szepnął chłopak i pozwolił mu jak zawsze wziąć swoje
walizki. Serduszko Zayna pękło na miliony kawałków, kiedy Styles po raz kolejny
odezwał się do niego tak… ozięble. Kiedyś był inny. Kiedyś… zanim zaczął pracę
modela, zanim zaczął dostawać poważne propozycje. Chwilę stał na chodniku, ale
w końcu wniósł walizki do środka i zaniósł je do oliwkowej sypialni swojej
skrytej miłości. Następnie udał się do kuchni, gdzie umył po sobie kubek. Z
salonu słyszał odgłosy Spongebob’a – ulubionej bajki Hazzy. Uśmiechnął się pod
nosem i wstawił kubek do szafki, po czym wrócił do salonu. Tak jak się
spodziewał – Harry już spokojnie spał, owinięty w jego ulubiony kocyk w kratkę.
Zayn delikatnie zsunął go z niego i wziął ciało chłopaka w silne ramiona.
Przytulając do siebie zmęczonego kolegę wszedł po schodach i udał się do jego
sypialni. Z niezwykłą delikatnością ułożył go na łóżku i okrył pierzyną,
wcześniej zdejmując niewygodne buty i jeansy.
Ułożył spodnie na oparciu krzesła a buty zaniósł na korytarz. Przymknął
za sobą drzwi i z cichym westchnięciem sam udał się pod prysznic. W końcu
przebrany w zwykłą, granatową koszulkę i szare dresy ułożył się na kanapie w
salonie z książkami na uczelnię w dłoniach. Na stole stał parujący kubek a on
zagłębiał się powoli w sztukę Szekspira, którą musiał przeczytać na następne zajęcia.
Nie, żeby mu to nie odpowiadało, uwielbiał czytać! Nawet nie zauważył, kiedy
herbata zdążyła wystygnąć, a on zasnął w dość niewygodnej pozycji. Przy
pierwszym ruchu książka z cichym plasknięciem opadła na podłogę, ale nikogo w
domu to nie zbudziło. Zayn był zmęczony – nie mógł spać, kiedy Harry’ego nie
było w domu. Harry był zmęczony, bo miał do późna sesje. Nieświadomie też cały
czas martwił się o to, jak sobie radzi Zayn. Następnego ranka to loczek wstał
pierwszy. Wziął prysznic i ubrany w lekkie dresy zszedł na dół, by zjeść coś na
śniadanie. Zayn leżał dziwnie wygięty i przekrzywionymi okularami na nosie.
Harry podświadomie uwielbiał, kiedy Zayn miał okulary, dodawało mu to dziwnej
aury. Głośny trzask zamykanej lodówki zbudził jednak Malika ze snu. Rozciągnął
się i jęknął, czując ból w kręgosłupie. Trzymając się za bolące miejsce wszedł
do kuchni i uśmiechnął się sennie.
- Cześć, Harry.
Powiedział ciepło, zdejmując okulary i odkładając je na
szafkę.
- Mhm….
Odpowiedział mu Styles nawet na niego nie zerkając. Zayn
poczuł dziwne ukłucie w sercu. Od dłuższego czasu Harry traktował go nie jak
przyjaciela a jak zło konieczne. Kiedyś było inaczej! No własnie, kiedyś… zanim
Harry poznał smak sławy. Westchnął cicho i nalał sobie do miseczki mleka po
czym zasypał je płatkami. Usiadł przy stole i zaczął powoli jeść, wbijając
wzrok w tekst książki na jutrzejsze zajęcia. Syknął cicho, kiedy trochę mleka
skapnęło mu na literki i ostrożnie wytarł mokre miejsce chusteczką. Na
szczęście po wyschnięciu nie będzie nic widać.
- Jak było w Turcji?
Zapytał po chwili, spoglądając na Harry’ego pytającym
wzrokiem. Przetarł oczy i sięgnął ponownie po okulary, stwierdzając, że musi je
mieć aby móc czytać bez zbytniego przemęczania oczu. Wsunął je na nos i
potargał kruczoczarne włosy.
- Okej.
Odpowiedział od niechcenia model, wciąż wbijając wzrok w
ekranik swojej komórki.
- Zjadłeś już coś?
Znów zadał pytanie Malik, zmartwiony. Harry co raz częściej
zapominał w domu o posiłkach. Rozumiał, miał być szczupły, ale nie miał być szkieletem,
tego Zayn by nie zniósł.
- Zrób mi musli.
Mruknął, machnąwszy dłonią na lodówkę, nie odrywając wzroku
od pisanego właśnie SMSa. W Zaynie coś pękło, miał dość pomiatania przez
mężczyznę, miał dość tego, że Harry uważa go jedynie za służbę! Byli przyjaciółmi, o ile Styles w ogóle
pamiętał jeszcze, co oznacza to słowo.
- Nie, Harry.
Powiedział przez zaciśnięte zęby, co spowodowało, że Styles
leniwie podniósł rozgniewany wzrok. Uniósł pytająco jedną brew i odłożył
iPhone’a na blat stolika.
- Za to ci płacę.
Warknął cicho młodszy, przez co Zayn stracił resztki
kontroli.
- Płacisz mi? Obudź się. Nie pracuję dla Ciebie! Pamiętasz?
Kiedyś byliśmy przyjaciółmi!
Zayn ściągnął album z ich wspólnymi zdjęciami i cisnął nim w
siedzącego na krześle nastolatka. W oczach bruneta stanęły łzy.
- Nigdy dla Ciebie nie pracowałem! Nigdy nie będę! Zmieniłeś się.
Powiedział cicho Malik, ocierając delikatnie łzę z policzka
i odwracając na moment wzrok. Nie chciał się rozkleić, nie mógł teraz tego
zrobić.
- W takim razie możesz się wyprowadzić. Nie potrzebuję Cię
już.
Powiedział oschle Harry, wbijając wzrok z postać swojego
niegdyś najlepszego przyjaciela. Zayn poczuł, jak jego ciało zamiera, serce
uderza o podłogę by rozbić się na miliony kawałków, a głos zamiera w gardle,
tworząc w nim ciężką do przełknięcia gulę. Spojrzał w poważne, zielone oczy
chłopaka, które teraz były tak inne… To nie były te oczy, w których zakochał
się jeszcze pięć lat temu. To nie był ten sam Harry, z którym jeździł nad
jezioro, którego wspierał przy pierwszych sesjach. To nie z nim chodził na
wagary, to nie z tym Harrym grał do trzeciej w nocy w FIFĘ. To był już ktoś inny i Zayn nie do końca był pewny, kim
osoba na krześle w ich domu jest.
- Dobrze. Nie będę Ci już przeszkadzał.
Wyszeptał cicho Malik i udał się do swojej sypialni. Wrzucił
do torby książki i ubrania, dwie ramki ze zdjęciami i całą swoją gotówkę. Zapiął walizkę i zszedł
na dół, zakładając buty i kurtkę.
- Zayn?
Zatrzymał się, z ręką na klamce. Nie odwrócił jednak w
stronę chłopaka, który powoli przeżuwał płatki i wbijał wzrok w jego plecy.
{ Don’t Cry }
-Nienawidzę Cię.
Serce Zayna po raz kolejny roztrzaskało się na miliony
kawałków, nie zdolne już do ponownego sklejenia się.
- To świetnie, bo ja cię kocham.
Powiedział cicho Malik i zostawiając loczka w totalnym
osłupieniu wyszedł z domu. Ciągnąc za sobą bagaż ruszył przez miasto w stronę
domu Nialla. Czuł, że jego serce rozpiera żal i ból, nigdy nie chciał usłyszeć
od Harry’ego takich słów. Nigdy się nie spodziewał, że Harry może być w stanie
powiedzieć w jego kierunku takie słowa. Nienawidzę
Cię. Raniły bardziej niż nóż wbity w jego serce. Miał ochotę teraz
zawrócić, wziąć najostrzejszy nóż z szuflady pod czajnikiem i wbić go sobie
powoli w ten mięsień, który jak na złość bił mu w klatce. Czuł się jak śmieć. Spojrzał
na sygnalizację i powoli przeszedł przez pasy, by dostać się na przystanek
autobusowy. Oparł się po chwili ramieniem o słupek i przymknął wciąż łzawiące
oczy. Wyjął z kieszeni telefon i wystukał numer do swojego najlepszego przyjaciela.
- Niall?
Zapytał drżącym głosem, zerkając na ulicę, czy aby jego
autobus już nie nadjeżdża.
- Zayn? Co się stało? Ty płaczesz?
Po drugiej stronie Niall gorączkowo zatrzymał grę na
PlayStation i skupił się tylko i wyłącznie na swoim najlepszym przyjacielu.
- Ja… Dalej masz wolny pokój?
- Tak…
Niall nie wiedział o co chodzi, ale miał bardzo złe
przeczucia. Bał się, że coś poszło nie tak pomiędzy Zaynem a Harrym. Doskonale
wiedział, co mulat czuł do swojego przyjaciela.
- Ja… Zaraz będę, dobrze? Jedzie autobus.
Powiedział cicho Zayn i gdy tylko Niall mruknął ‘okej’
chłopak rozłączył się i wsiadł do pojazdu. Usiadł na samym końcu, zostawiając
torbę przy stopach i pociągnął głośno nosem, ocierając mokre od łez policzki.
Prawie przegapił przystanek, wyskakując na chodnik w ostatniej chwili i
ślamazarnym krokiem ruszając wzdłuż ulicy do domu Horana. Jak na złość w tym
też momencie musiał zacząć padać deszcz. Przystanął na moment i zarzucił na
głowę kaptur szarej bluzy, po czym ocierając wilgotną od deszczu i łez buzię,
ruszył dalej w stronę przytulnego mieszkania swojego najlepszego przyjaciela.
Stanął przy domofonie i dwa razy krótko nacisnął guziczek przy numerze 26. Po
chwili charakterystyczny dźwięk oznajmił mu, że drzwi się otwierają, więc
pchnął je do środka, przekraczając próg. Pociągnął po raz kolejny raz nosem i
odetchnął, uchylając na moment drżące wargi. Ciągnąc wciąż za sobą walizkę
doszedł do starej windy i wcisnął zziębniętą dłonią srebrny przycisk. Zaczekał
aż kabina zjedzie na dół, po czym wszedł do niej i wcisnął numer trzy. Krótki
dźwięk i już stał na klatce. Ciężkie drzwi uchyliły się i stanął w nich naprawdę
przestraszony Horan. Zayn ponownie pociągnął nosem, nawet nie siląc się na
uśmiech.
- Co się stało, Zee*?
Zapytał zatroskany Irlandczyk, patrząc na niego dużymi,
błękitnymi oczyma. Malik spojrzał znacząco w głąb mieszkania, a po jego plecach
przebiegł dreszcz. Horan od razu zrozumiał aluzję chłopaka i wpuścił go
pospiesznie do ciepłego pomieszczenia, zabierając walizkę i zostawiając w
pokoju gościnnym. Wrócił do mulata i pomógł mu zdjąć bordową kamizelkę.
- Idź pod prysznic, zrobię Ci herbaty z rumem.
Powiedział cicho mniejszy i zniknął w kuchni, kiedy Zayn
wygrzebał ciepłe dresy i wciąż drżąc z płaczu i zimna ruszył do łazienki.
Szybko umył się i ubrał, po czym wziął od przyjaciela kubek , którego uchwyt
miał kształt uszu myszki Mickey. Usiedli w salonie, po czym nieco starszy z
nich okrył się szczelnie grubym, czerwono – szarym kocem.
- Więc, Zayn? Co się stało?
Zapytał cicho po chwili milczenia. Czekoladowe tęczówki
bruneta spoczęły na nim, a Niallowi serce się krajało, na widok cierpienia i
smutku w nich wymalowanych. Chłopak wyglądał jak siedem nieszczęść, naprawdę bał
się, że coś poszło bardzo nie tak pomiędzy nim i Harrym.
- On sądził, że dla niego pracuję. Myślał, że jestem jego
służącym, rozumiesz?
Powiedział w końcu Malik, a jego głos z każdym słowem coraz
bardziej się załamywał, tak że ostatnie słowa ledwo wyszły spomiędzy jego warg.
Wbił wzrok w kubek, a po jego policzkach ponownie zaczęły płynąć łzy. Zatrząsł
się, nie zdolny do opanowania czegokolwiek, a Niall powoli i ostrożnie wyjął
spomiędzy jego palców kubek i odstawił go na stolik. Następnie objął drżące
ciało przyjaciela swoimi ramionami i ułożył głowę muzułmanina na swojej klatce
piersiowej.
- Już kochanie… Spokojnie…
Wyszeptał, nie do końca wiedząc co ma w tej sytuacji zrobić.
Nigdy nie posądziłby Harry’ego o bycie aż tak wielkim egoistą i narcystycznym
dupkiem, by tak skrzywdzić jego przyjaciela.
- On… Powiedział, że mam się wyprowadzić, że… Że mnie nienawidzi…
Mówił dalej mulat, trzęsąc się w objęciach blondyna i ledwo
łapiąc oddech. Niall uspokajająco gładził go po plecach, ale w obecnej sytuacji
na nie wiele to się zdawało.
- Na pewno tak nie myślał, Zee, zobaczysz…
Wyszeptał Irlandczyk, sam nie wierząc w swoje słowa, co
przyjaciel trafnie zauważył.
- Sam w to nie wierzysz, Ni. Ja go dalej kocham….
Szloch ponownie rozdarł ciszę zaległą w pokoju, a starszy
ułożył się tak, że leżał z głową na udach przyjaciela, z twarzą wtuloną w jego
brzuch i trząsł się w spazmach płaczu, dopóki nie zasnął spokojnie. Niall z
kolei był rozjuszony. Był wręcz wściekły, do tego stopnia, że gdyby Zayn
właśnie nie używał go jako poduszki, poszedł by do tego całego pieprzonego
Styles’a i własnymi rękoma wyrwałby mu jaja, a następnie udusił nimi. Zamiast
tego delikatnie uniósł ciało nieco większego chłopaka i wysunął spod niego.
Zamiast swoich nóg podłożył mu miękką poduszkę i poprawił koc, zsuwający się z
nóg przyjaciela, po czym zaniósł do połowy pusty kubek do kuchni. Wylał resztkę
napoju do zlewu i sprawnie pozmywał, wciąż zamyślony. Naprawdę nie rozumiał
tego chłopaka z lokami na głowie. Nie wiedział dlaczego nagle stał się takim
skurwysynem. Zayn nie zasłużył na takie traktowanie. On kochał go bardziej, niż
Harry. Harry nigdy go nie kochał tak,
jak Niall kochał Zayna. Ale Horan
wiedział, że nie ma u mulata szans, że zawsze będzie jego najlepszym
przyjacielem. Blondyn oparł się na chwilę o blat i zwiesił głowę, ukrywając pod
bladymi powiekami niebieskie tęczówki. Wziął dwa głębsze wdechy, chcąc zapanować
nad chaosem, jaki powstał w jego głowie i sercu. Niespodziewanie przypomniał
sobie pierwszy dzień, kiedy poznał Zayna.
Był wtedy na uczelni, kiedy niespodziewanie wpadło na niego
dziko biegnące ciało. Upadł boleśnie na posadzkę, skręcając przy tym kostkę.
Kilka osób zaczęło się z niego śmiać, kiedy z tłumu wyłonił się on, ubrany w
przylegającą, białą koszulkę i czarne rurki, a okulary w grubych, czarnych
oprawkach miał lekko przekrzywione na prawo. Zayn kucnął koło niego zmartwiony
i pomógł mu wstać, po czym zadzwonił po pogotowie, aby opatrzyli mu nogę. Potem
długo rozmawiali, siedząc na schodach przed uniwersytetem, czekając aż kostka
chłopaka przestanie aż tak pulsować, by chłopak mógł dojść na autobus. Przez
następne dni Malik bardzo martwił się o Nialla i chyba to najbardziej zaważyło
na tym uczuciu do bruneta. Zawsze się o niego troszczył, zawsze był, kiedy
Niall tylko tego potrzebował. Nie mógłby go teraz zostawić samego.
{ Run }
Harry stał w oknie, obejmując chudymi palcami szary kubek.
Kubek Zayna. Po jego policzku ściekła
samotna łza, a w głowie wciąż słyszał jego słowa. To świetnie, bo ja cię kocham. Zacisnął zęby, wyzywając się w
głowie od skurwieli. Jak mógł się tak zachować? Jak mógł postąpić w ten sposób?
Obiecał mu, że sodówka nie uderzy mu do głowy. Co zrobił w tym czasie?
Zapomniał o tym, co łączyło go z Zaynem. Zapomniał o tym, że go kocha. A może
raczej stłumił w sobie to uczucie. Przyzwyczajony do usługiwania, zaczął
traktować Zayna jak pokojówkę, nie współlokatora. Nie jako przyjaciela.
Odstawił z cichym trzaskiem kubek na parapet i oparł czoło o chłodną szybę, po
której spływały krople deszczu.
- Jesteś zwykłym kutasem, Styles.
Wyszeptał sam do siebie, po czym zostawiając naczynie na
marmurowym parapecie, usiadł na kanapie. Wziął album, którym jeszcze niedawno
rzucił w niego Zayn i otworzył na pierwszej stronie. Spojrzał na fotografię u
góry – uśmiechali się wesoło do aparatu. Mieli jedenaście lat i to był ich
pierwszy, samodzielny wyjazd w wakacje. Może nie samodzielny, bo pod opieką
pani Winston, prowadzącej kolonie, ale pierwszy bez rodziców i czuli się wtedy
tacy dorośli! Usiedli przy fontannie i po prostu zaczęli bawić aparatem,
ciesząc sobą. Następne zdjęcie z zakończenia szkoły. Obejmowali się, szczerząc
wesoło do obiektywu, jakby ktoś właśnie ogłosił, że wygrali los na loterii i
jadą na wakacje na Honlulu. Każde kolejne zdjęcie, każde następne wspomnienie
wywoływało w nim uczucie wstrętu do samego siebie. Nie mógł znieść myśli, że
zachował się tak, jak się zachował. Wiedział, że Zayn już nigdy w życiu nie
wybaczy mu tego, co zrobił. On sam nigdy sobie już tego nie wybaczy. Nie
wiedział co ma robić. Po chwili wyjął komórkę z kieszeni wyjątkowo obcisłych
jeansów i nie zauważając kiedy na dobre zaczął płakać, wykręcił numer do kogoś,
kogo jeszcze mógł uważać za przyjaciela.
- Louis?
Zapytał cicho, kiedy zamiast przerywanego dźwięku usłyszał
po drugiej stronie radosny głos fotografa. Tomlinson od razu spoważniał,
słysząc w jakim stanie jest jego kolega. Harry nigdy nie okazywał emocji, a teraz był wyraźnie załamany. Louis nie
był pewien, ale wydawało mu się, że Styles płacze.
- Co się stało?
Zapytał, a głośne pociągnięcie po drugiej stronie utwierdziło
go w przekonaniu, że chłopak naprawdę płakał. Harry otarł wolną dłonią policzki
z łez, jednak na darmo. Te jak na złość znów pojawiły się na jego bladych
policzkach.
- Ja… Zrobiłem coś złego.
Powiedział cicho i podniósł głowę, spoglądając na okno.
Deszcz wciąż dudnił o parapet, a on nie wiedział co ma powiedzieć. Znów
pociągnął nosem i odetchnął, przemykając końcówką języka po spierzchniętych
wargach. Naprawdę nie czuł się dobrze. Czuł się wręcz cholernie źle.
- Harry? Co zrobiłeś?
Głos Louisa drżał. Wiedział, że jego przyjaciel jest
narwany, nieco zbyt porywczy i impulsywny, ale nie wiedział do końca, do czego
byłby zdolny się posunąć.
- Zabiłem, Lou.
Na te słowa Tomlinson zamarł w bezruchu, czując jak
wnętrzności przewracają się w jego ciele, a głos na moment zamiera w gardle.
Czy Harry właśnie powiedział, że kogoś zabił?
- Kogo, Harry?
Zapytał słabo, ledwo słyszalnie. Harry ponownie wziął drżący
oddech i po kilku sekundach dopiero odpowiedział.
- Zabiłem miłość,
Louis.
Nagle ciszę w pokoju przerwał głośny szloch młodego
mężczyzny, który zrozumiał jak wielki błąd popełnił. Louis rozłączył się,
pospiesznie zakładając na siebie co popadnie, a on skulił się na kanapie w
kłębek. Telefon wypadł z jego dłoni i z cichym klapnięciem opadł na puszysty
dywan. W pokoju panowała idealna, wręcz martwa cisza, co chwila przerywana
głośnym szlochem i krzykiem bezsilności Harry’ego. Krzykiem umierającej
miłości.
___________________________________________________
* - Mini credit od Young Blood
Rozdział ze specjalną dedykacją dla mojej kochanej Martyny ;* Love U Sweetie ♥
Boże, Harry ty zimny, wredny, egoistyczny idioto!
OdpowiedzUsuńW twoją stronę to tylko tyle: najchętniej wzięłabym pistolet i cie odstrzeliła chyba -.-
Zayn... no jasna cholera, płaczę razem z nim...!
Rozdział jest niesamowity! No po porostu kocham Cię, no kocham! ♥
Wszystko co czytam, a co wyszło spod twojej klawiatury jest niesamowite!
TALENT
TALEN
TALE
TAL
TA
T
TA
TAL
TALE
TALEN
TALENT i jeszcze raz przeogromny TALENT!
I nie, nie zlituję się jednak... po trzecim rozdziale chyba cie uduszę... ♥
aaaa no i jeszcze jedno!
UsuńWatki Zialla są przesłodkie, nie wiem dlaczego, ale teraz gdy to czytam...to wolę, żeby Harry cierpiał, a Zayn był szczęśliwy z Niallem ♥
ps. może zrobisz zakładkę "Pytania do bohaterów"
Już robię, wiedziałam, że czegoś nie mam :)
UsuńJeeju, rozdział dla mnie, love you too sweetie! <3
OdpowiedzUsuńTy wiesz, że w tym całym rozdziale to najbardziej jaram się tym, że pisałaś go do głosu mojego Axelka :)
I wiesz też, że często przy niej płaczę, choć tekst jest o tym, by nie płakać. No to dziś płakałam podwójnie. Biedny Zayn, szkoda mi chłopaka, no.
A to, że masz TALENT to całe życie Ci powtarzam <3