wtorek, 7 maja 2013

Rozdział drugi: Beżowy sweter i jeansowa kurtka.



          Zayn siedział na kanapie z podkulonymi nogami. Dłońmi obejmował kolorowy kubek z – jakże ironicznym w tym momencie – napisem Don’t Worry, Be Happy. Niall uwielbiał takie kubki, chyba miał tylko takie. Czekoladowe tęczówki beznamiętnie wpatrywały się w ciemny płyn, jakim była herbata malinowa. Ulubiona Harry’ego. Miał też na sobie jego beżowy sweter, który wciąż pachniał jak Harry. Zawsze będzie pachniał jak Harry. Po policzku znów spłynęła krystaliczna łza, która zawisła na jego brodzie, by po chwili skapnąć na granatowy koc. Pociągnął nosem i otarł z buzi wilgotny ślad, po czym przeniósł wzrok na palący się w kominku ogień. Na stoliku był mały stosik lektur, w których Zayn chciał się zatracić, jednak nie mógł, każde słowo przypominało mu jego. Więc siedział bez celu na kanapie, w salonie swojego przyjaciela, wbijając martwy wzrok w ogień i zastanawiając się, co ma teraz zrobić. Miał po raz kolejny wielką ochotę rzucić wszystko w cholerę, spakować się po raz kolejny i zacząć od nowa. Ale nie mógł. Nie ukończył jeszcze studiów, co miałby robić? I przede wszystkim: gdzie? 
          Gdziekolwiek by nie pojechał, zawsze znajdzie się coś, co będzie mu przypominało o Harrym. O pieprzonym chłopaku z cholernymi lokami, który wprosił się z butami do jego serca, rozpierdolił je od środka i perfidnie zaśmiał mu się w twarz.
          Jęknął cicho i odstawił kubek na stolik, podciągając kolana pod brodę i obejmując je ramionami. Schował twarz w przestrzeni pomiędzy swoimi udami a klatką piersiową i zatrząsł się w niemym szlochu. Naprawdę miał dość tego wszystkiego. Po chwili podniósł się i zarzucił koc na ramiona, gdyż mimo wszystko było mu zimno. Albo wydawało mu się, że jest zimno. Podszedł do okna i wyjrzał za nie, skupiając wzrok na ludziach mijających się na chodniku. Każdy żył swoim życiem, każdy gdzieś się spieszył. Czemu on tak nie mógł? Czemu nie mógł być wiecznie zagonionym dorosłym? Zapomniałby o nim. Pieprzony Harry. Po chwili usłyszał w drzwiach szczęk zamka, ale nie odwrócił się. Nawet się nie poruszył. Niall wkroczył do środka i uważnie przyjrzał się odwróconemu plecami chłopakowi.
- Zayn?
Zapytał cicho i dopiero wtedy młody mężczyzna odwrócił się do niego. Potarł dłonią lekko kujący policzek i spojrzał smutnymi oczkami na przyjaciela.
- Jak się czujesz?
Niall wiedział jaka będzie odpowiedź, ale nic sensownego nie przychodziło mu teraz do głowy.
- A jak się mogę czuć, Niall? Czuję się, jakbym był tu niepotrzebny.
Serce Horana ścisnął żal, kiedy usłyszał pustkę w głosie swojego przyjaciela. Boże, jak bardzo Zayn się mylił! Był potrzebny mu do życia jak tlen, oddałby dla niego wszystko! A taki skurwiel jakim był Harry Edward Milward Styles zniszczył jednym ruchem serce, które on, prosty Irlandczyk z Mullingar chciał za wszelką cenę naprawić. Wiedział jednak, że to bezowocna, syzyfowa praca, bo Zayn od początku kochał tylko i wyłącznie Harry’ego.
- Kupiłem Ci ulubione ciastko. Zrobię kawę i może pooglądamy bajki?
Zaproponował blondyn, na co mulat jedynie wzruszył ramionami i wrócił do wpatrywania się w okno. Niall jęknął cicho i westchnął, po czym ruszył do kuchni. Na dwa małe talerzyki nałożył po kawałku ciasta z jagodami i galaretką, a do dwóch kubków wsypał kawę rozpuszczalną. Po chwili charakterystyczny dźwięk czajnika sprowadził go na ziemię i ostrożnie zalał proszek wrzątkiem. Swoją zostawił taką, jaką była, za to do kubka Zayna dolał trochę śmietanki i wsypał dwie łyżeczki cukru. Delikatnie zamieszał i zaniósł wszystko do salonu, uśmiechając się pogodnie do wciąż tkwiącego przy oknie Malika.
- Zee.
Szepnął i położył mu dłoń na ramieniu. Odwrócił przyjaciela przodem do siebie i delikatnie otarł słoną łzę z jego policzka.
- Nie płacz już. On nie jest wart tego wszystkiego.
Szepnął cicho, chociaż wiedział, że do Zayna i tak nic nie dotrze. Mulat jedynie wtulił się w niego i wtedy Niall poczuł zapach lokatego. Uważnie zlustrował wzrokiem nieco za duży sweter i westchnął cicho.
- Musisz się tak katować? Zayn…
Jęknął i delikatnie pogładził przyjaciela kciukiem po policzku. Wyczuł pod skórą kłujący, trzydniowy zarost, w którym po prostu uwielbiał swojego przyjaciela. Czasem, kiedy ten dawał mu buziaka w policzek, ciemne igiełki naprawdę przyjemnie drażniły jego skórę. Uwielbiał to uczucie, a Zayn wyglądał w tedy cholernie seksownie. Po raz kolejny zaczął się zastanawiać, jak Harry mógł potraktować w taki sposób tak wspaniałą osobę, jaką był Malik. Uśmiechnął się troskliwie, ponawiając delikatny ruch palcem, aby uspokoić nieco drżące ciało chłopaka, jednocześnie wpatrując się w czekoladowe tęczówki muzułmanina swoimi czysto niebieskimi.
- Powinieneś odpuścić, mały.
Szepnął, na co Zayn pociągnął nosem i odwrócił spojrzenie, ponownie wbijając je w ulicę za szybą. Zacisnął na moment szczękę, po czym odezwał się cichutko, ledwo słyszalnie.
- Doskonale wiesz, że nie odpuszczę.
Wyszeptał i odsunął się dwa kroki, wyplątując z ramion swojego przyjaciela. Usiadł na kanapie i owinął się kocykiem, biorąc w dłonie kubek gorącego napoju. Nie upił jednak nawet małego łyka, tylko jak wcześniej zaczął wpatrywać w jego zawartość i myślał nad tym wszystkim, co ostatnio się stało. Nagle coś sobie przypominał, w końcu Niall też miał swoje życie, prawda?
- Obiecuję, że nie będę Ci długo siedział na głowie, Niall. No i… rozmawiałem dzisiaj przez telefon z profesorem Hertwickiem. Mówił, że mam spore szanse na ten staż w Nowym Jorku. Jak dobrze pójdzie, już za pół roku pożegnam życie w Anglii i rozpocznę je na nowo już w USA.
Powiedział cicho mulat i ponownie przekręcił głowę, by móc spojrzeć na swojego najlepszego kumpla. Niall westchnął cicho. Nie chciał, by Zayn wyjeżdżał, ale wiedział też, że nie może zatrzymać go siłą. To byłoby nie fair w stosunku do niego. Miał swoje marzenia a tam mógł je spełnić. Być szczęśliwy. Nie będzie go zatrzymywał, jeśli taka byłaby wola Malika. W końcu oboje mogliby zacząć od nowa, a Niall pogodziłby się wreszcie z myślą, że przegrał jego serce, że musi znaleźć sobie kogoś innego i w nim ulokować uczucia, które jak na złość ciągnęły do Zayna ze zdwojoną wręcz siłą. Głosik w głowie mówił mu, że może im się uda, że może jeszcze będzie ze swoim ukochanym mężczyzną, kiedy ten zaleczy złamane serce i wszystko będzie dobrze, że mulat wreszcie będzie szczęśliwy, tak jak powinien. Zdrowy rozsądek i ocena sytuacji podpowiadały mu jednak, że te nadzieje są złudne, Zayn nigdy nie przestanie kochać Harry’ego i gdyby ten tylko stanął teraz w drzwiach, Malik rzuciłby się na niego, nawet jeśli oznaczałoby to ostatni raz, by móc przytulić do siebie wyższego chłopaka. Nie zawahałby się ani sekundy, by potem ani sekundy nie żałować, mimo, że bolałoby pewnie mocniej. Niall też cierpiał. Cierpiał podwójnie. Nigdy nie chciał, aby jego przyjaciel przechodził tak ciężki zawód miłosny. Z drugiej strony także czuł się koszmarnie, gdyż pocieszał mężczyznę, którego kochał całym sercem i wiedział, że to wszystko na nic się nie zda.

{ In Case }
          Harry po raz kolejny przeszedł na drżących nogach z salonu do byłej już sypialni Zayna. Miał nadzieję, że tym razem zastanie w niej roztrzepanego mulata, siedzącego na łóżku z rozrzuconymi dookoła notatkami i okularach, które tak bardzo uwielbiał Harry. Pośle mu ten swój wesoły uśmiech, oderwie od tekstów i zapyta co się stało. Że razem obejrzą zdjęcia Harry’ego z ostatniej sesji, albo Styles schowa mu notatki w szafce, zamykając ją na kluczyk  i tym sposobem zmusi do obejrzenia z nim jakiejś kompletnie bezsensownej komedii w salonie, będą karmić się chrupkami i śmiać wesoło, dopóki oboje nie zasną okryci kolorowym kocem, a następnego dnia będą wyklinać ból pleców i karku, a także śmiać ze swoich dziwnych figur, mających na celu rozciągnięcie zastygłych mięśni. Zrobią to wszystko, co robili, dopóki Harry nie poczuł jak naprawdę smakuje sława. Dopóki nie zaczął być nonszalanckim skurwysynem, raniącym swojego najlepszego przyjaciela.
 Wszedł do błękitnego pokoju i szara rzeczywistość znów w niego uderzyła z niezwykłą mocną. Przez chwilę mógł jedynie stać i wbijać wzrok w pusty punkt na ścianie. Jeszcze nie dawno wisiało tam ich wspólne zdjęcie. Półki w szafie wciąż były puste, pokryte cienką warstwą kurzu, łóżko idealnie zaścielone a plakaty ze ścian pozdejmowane. Jakby nikt nigdy tu nie mieszkał. Jedynie stara, jeansowa kurtka leżała zapomniana w rogu, zwinięta w kłębek i czekała, aż ktoś po prostu wyrzuci ją do kosza lub chociaż wcześniej wypierze i odda innym w użytkowanie. Model podszedł do niej powoli,  nieco drżąc przy każdym kroku i schylił się, biorąc materiał między smukłe palce. Na jej rękawie dojrzał pełno niewielkich  plamek błota, zapewne spowodowane szybką jazdą samochodu przy krawężniku w deszczowy dzień. Wciąż jednak przesiąknięta była narkotyzującym zapachem Zayna. Drżącymi dłońmi założył ją na siebie i podszedł do lustra. Teoretycznie powinna być na niego za mała, jednak Zayn zawsze kupował kurtki i bluzy rozmiar większe, więc ta leżała na nim idealnie. Brunet objął się ramionami, zaciągając zapachem ciała mulata, wymieszanym z perfumami od Playboya oraz tytoniu. Na policzkach ponownie poczuł słone łzy, które spływały spokojnie, dopóki nie spotkały się z puszystym dywanem.
- Harry ?!
Usłyszał po momencie krzyk z korytarza i do środka wpadła wysoka blondynka o zniewalająco błękitnych oczach. Podeszła szybko do przyjaciela i objęła jego ramiona swoimi.
- Harreh
- Nie.. Nie nazywaj mnie tak… proszę.
Wyszeptał cicho, co zdziwiło Carę. Potarła dłońmi jego plecy i spojrzała w zielone tęczówki młodego mężczyzny.
- Dlaczego?
- Tak… Tak na mnie mówił Zayn…
Imię chłopaka ledwo przeszło mu przez ściśnięte przez płacz gardło. Wtulił się mocno w ciało kobiety i zatrząsł ponownie w niemym szlochu. Ta, nie do końca wiedząc co powinna zrobić, delikatnie objęła jego ciało swoimi ramionami i ponownie głaszcząc po plecach czekała, aż chłopak się uspokoi i wyjaśni jej wszystko od początku do końca. Po chwili jednak do jej nozdrzy dotarł nieznany wcześniej zapach.
- To jego kurtka, prawda?
Zapytała cicho, na co nastolatek pociągnął nosem i lekko skinął głową. Po chwili Cara złapała Harry’ego za dłoń i pociągnęła do salonu, gdzie wciąż otulając się starą kurtką usiadł na kanapie i podkulił pod siebie nogi.
Blondynka w tym czasie zrobiła w kuchni chłopakowi melisę a sobie mocną kawę i usiadła przy nim, podając szaro-czerwony kubek, przez który Harry ponownie zaczął płakać.
- Co się stało, Haz?
Zapytała zdezorientowana, na co loczek potrząsnął gwałtownie głową i otarł buzię z mokrych śladów.
- To… Po prostu to jest jego kubek.
Szepnął cicho i oplótł naczynie palcami. Nie martwił się o to, że gorący płyn w nim może poparzyć jego dłonie. Trzymał jego kubek i to było dla niego najważniejsze. Pociągnął ponownie nosem i spojrzał przekrwionymi od płaczu, zielonymi oczami na przyjaciółkę, która zmartwiona wpatrywała się w niego.
- Proszę, nie patrz tak na mnie…
- Dlaczego? Nie mogę znieść myśli, że cierpisz, Harry… Nie zasługujesz na…
- Zasługuję! Właśnie w tym cały kurwa pierdolony problem! Zjebałem wszystko i tylko ja mogę za to ponieść pieprzone konsekwencje!
Harry rzadko przeklinał, dlatego taka ilość tych słów z jego ust uderzyły w modelkę z największą siłą. Nikt jej nie powiedział szczegółów, jedynie że Harry i Zayn nie mieszkają razem. To było wszystko o czym wiedziała i ciekawiła ją cała ta sytuacja, a także martwiła się stanem swojego najlepszego przyjaciela.
- Haz… Na pewno przesadzasz…
W tym momencie Harry odstawił kubek na szklany stolik nieco zbyt gwałtownie, przez co uspokajająca ciecz wylała się nieco na jego dłoń. Syknął przez uczucie piekącego gorąca na skórze ale jedynie strzepnął rękę i podszedł do okna. Zacisnął pięść i uderzył nią z całej siły w ścianę obok, jednak to nie pomogło, a jedynie sprawiło, że dłoń teraz pulsowała bólem.  Delevigne wpatrywała się w niego niepewnie, nieco przestraszona, naprawdę nie wiedząc co się dzieje.
- Harry, nie pomogę Ci , jeśli nie powiesz mi, co między wami zaszło, rozumiesz?
Zapytała i spojrzała ponownie na chłopaka, zagryzając delikatnie dolną wargę i nie wiedząc co powiedzieć, również podniosła się ze swojego miejsca, jednak wciąż trzymała swój kubek z napojem w obu dłoniach.
- Zraniłem go, Cara. Cały czas tylko go raniłem… Ja…
Zaczął się plątać loczek, już nie płacząc. Głos mu drżał, łamał się i co chwilę musiał przerwać, ale nie płakał. Skończyły mu się już łzy, nie miał siły by wypuścić kolejną ich falę.
- Powiedziałem, że go nienawidzę, rozumiesz? Nienawidzę. Byłem arogancki, egoistyczny i zapatrzony w siebie. Zgubiłem siebie. Powiedziałem kilka słów za dużo…
- To znaczy?
Kobieta zaczynała się już niecierpliwić i naprawdę gubić w całej sytuacji. Nigdy nie była zakochana, nigdy nie czuła czegoś takiego do nikogo i teraz nie bardzo wiedziała jak ma się zachowywać w tej sytuacji. Jedna jej część chciała mocno przywalić chłopakowi, żeby się ogarnął i zaczął mówić z sensem, a druga jej część chciała mocno go przytulić i zapewnić, ze wszystko się ułoży i na pewno nie jest tak źle, jak mu się wydaje.
- Stwierdziłem, że płacę mu za zajmowanie się domem. Zaczął na mnie krzyczeć, że to nie prawda, że byliśmy przyjaciółmi. Że się zmieniłem. Nie chciałem mu uwierzyć. Zapomniałem, wiesz? Nie chciałem pamiętać. Kazałem mu się wynieść.
- Harry co ty…
- Nie skończyłem.
Blondynka zamknęła usta, siadając na brzegu fotela i uważnie śledząc każdy krok lokatego, wysokiego mężczyzny, który zbłądził i popełnił jeden z największych błędów w życiu. Postanowiła mu jednak nie przerywać,  żeby wyrzucił z siebie wszystko i potem razem zastanowili się nad tym, jak to wszystko rozegrać.
- Kiedy…. Kiedy wychodził… Powiedziałem…
Zaczął ponownie się gubić, jego serce waliło w piersi a oczy piekły, jednak nie pojawiły się łzy. Już ich nie miał, płakał od dwóch dni na okrągło.
- Powiedziałem… Że go nienawidzę…
- Harry!
Blondynka gwałtownie podniosła się z miejsca i podeszła bliżej przyjaciela ale on pokręcił głową i odsunął się na kilka kroków.
- On wtedy… Powiedział, że mnie kocha. I wyszedł. Rozumiesz? Zraniłem go w najokrutniejszy sposób!
Krzyknąłem i z całej siły kopnąłem w stolik, aby jakkolwiek się wyładować. Kubek na nim zatrząsł się i spadł na ziemię, tłukąc się na małe kawałki. Kubek Zayna rozpadł się jak jego serce. Harry głośno jęknął i upadł na kolana, zbierając drobinki porcelany, nie pozwalając pannie Delevigne ich wyrzucić. Histerycznie łapał się każdej rzeczy, jaka mogła przypominać mu Zayna. Nie mógł o nim zapomnieć, już nie. Popełnił zbyt wiele błędów, by teraz stracić wszystko inne. Kobieta nie mogła jednak patrzeć na to, jak jej przyjaciel nic nie robi w kierunku odzyskania mulata. Nie znała go, ale z opowieści loczka na początku jego kariery wiedziała, że Malik jest tego wart. Podeszła wiec i podniosła z klęczek Styles’a po czym zamachnęła się i z całej siły strzeliła go z otwartej dłoni w twarz. Ten był tak zaskoczony, że przez chwilę mrugał, wpatrując się w twarz niemalże tego samego wzrostu koleżanki.
- Za co to?
Zapytał po chwili, delikatnie przykładając swoją dłoń do czerwonego policzka i marszcząc zabawnie nos.
- Za to, że jesteś chujem, Styles. A teraz siadaj na dupie, bo muszę wymyślić coś, jak sprowadzisz tu tego całego Zayna, przeprosisz i będziecie żyć długo i szczęśliwie.
Rozkazała i brutalnie wręcz posadziła chłopaka na kanapie. Ten usadowił się odrobinę wygodniej i wbił w nią zielone oczy, nie rozumiejąc.
- To nie wyjdzie, Cara. On już mi nie wy…
- Zamknij się, bo dostaniesz z drugiej strony. I nie obchodzi mnie, że Jackson obetnie mi za to z pensji.
Zagroziła modelka, po czym zaczęła kręcić się po pokoju, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Naprawdę nie wiedziała jak ma pomóc lokatemu, ale wiedziała, że musi. Inaczej on dalej będzie siedział na dupie i wypłakiwał oczy, powtarzając czego złego on nie zrobił, a Zayn w tym czasie znajdzie sobie jakiegoś zajebistego chłopaka, którego pewnie nie  będzie kochał, ale pozwoli mu zapomnieć o Stylesie. To zdecydowanie nie tak miałoby się zakończyć.

________________________________________
Hello! 
uderzenie Styles'a specjalnie dla @_Stereo_Soldier 
a calutki rozdział dla Czikitki! Kocham Cię, wiesz co nie? Nawet wtedy, kiedy jebnęłaś mnie krzesłem w oko ;*

1 komentarz:

  1. Przeszłaś samą siebie!
    Kocham ten rozdział bardziej od poprzedniego, ale na 100% mniej od następnego! ♥

    Za uderzenie Hazzy specjalnie dla mnie bardzo dziękuję ♥ Należało mu się, więc Cara- boska byłaś! ♥

    Szkoda mi Nialla, ale mam nadzieje, że i on znajdzie sobie kogoś innego i nie będzie cierpiał przez nieodwzajemnioną miłość ;c

    Mój Irish Boy smuta nooo!
    Zrób coś z tym ♥

    @_Stereo_Soldier_

    OdpowiedzUsuń