- Nie zostawisz mnie, prawda Harry?
- Jeśli będę musiał, pojadę za tobą nawet na koniec świata, Zayn.
Zayn podniósł wzrok i spojrzał na
przyjaciela, który wisiał nad książkami, beznamiętnie wodząc gumką od ołówka po
tekście. Uznał, że to odpowiednia chwila, aby mu przerwać i poważnie porozmawiać.
- Niall?
Zapytał cicho, odchrząkując cicho
i odkładając swoją książkę na bok.
- Tak?
Horan od razu utkwił w nim
błękitne tęczówki, gotów zrobić dla niego wszystko. Dosłownie wszystko.
- Możemy… Musimy porozmawiać.
Powiedział cicho mulat, wyłamując
palce. Blondyn przełknął ślinę i zamknął książkę, sztywno spinając głową. Bał
się tego, co może powiedzieć Zayn. Splótł dłonie na kolanach i wbił wzrok w
przyjaciela, oczekując jego słów.
- Ja… Lecę do Nowego Jorku.
Oznajmił po chwili ciszy
muzułmanin. W pokoju zaległa totalna cisza, przerywana jedynie tykaniem zegara
i odgłosem aut przejeżdżających za oknem budynku. Horan toczył w sobie wojnę.
Część jego chciała bardzo pogratulować Zaynowi sukcesu, mieć staż w tak
prestiżowej gazecie to nie lada zaszczyt, jednak… Z drugiej strony nie chciał,
by Zayn wyjeżdżał. Jeśli Zayn wyjedzie, to on go straci. Nie chciał go stracić.
- To… świetnie. Naprawdę, bardzo
się cieszę, Zayn.
Wyszeptał cicho Horan, swoją
postawą kompletnie zaprzeczając swoim słowom. Malik uważnie mu się przyjrzał,
zagryzając delikatnie dolną wargę.
- Dzwonili do mnie dzisiaj rano z
uczelni. Musze zaliczyć ostatni egzamin i mam ten staż. Zacznę wszystko od
nowa. Lepiej.
Powiedział cicho, wciąż nie
spuszczając czekoladowych tęczówek z przyjaciela. Niall pokiwał delikatnie
głową i dopiero wtedy zebrał w sobie, by podnieść swoje błękitne oczy na niego.
Zacisnął przy tym dłonie na udach pod stołem i wymusił uśmiech.
- Gratuluję, Zayn. Naprawdę…
zasłużyłeś na to.
Powiedział cicho, wymuszając
uśmiech. Teraz nie kłamał. Zayn naprawdę zasługiwał na ten staż, bardzo ciężko
pracował, by dostać swoje, walczył i się uczył, dodatkowo pracował. Nie miał
wielkich problemów, wiedział co jest dla niego ważne, z czym wiąże swoją
przyszłość. Poza jednym wyjątkiem. Miał nadzieję, że w niej pojawi się Harry.
Niall jednak bardzo chciał być na jego miejscu, móc bezkarnie przytulić
mężczyznę i pocałować, powiedzieć że go kocha i nigdy nie zostawi. Zawsze dotrzymywał
obietnic, nigdy by go nie opuścił. Nie potrafiłby.
- Zayn?
Zapytał cicho Irlandczyk,
niepewnie podnosząc się z krzesła.
- Tak, Ni?
Zapytał ostrożnie mulat, wciąż
wodząc za nim wzrokiem.
- Nie zapomnisz o mnie, prawda?
Jego głos zadrżał nieznacznie i
Niall naprawdę miał nadzieję, że Zayn tego nie usłyszał, albo po prostu nie
zwrócił na to szczególnej uwagi. Starszy chłopak jedynie uśmiechnął się lekko i
wyciągnął do niego ramiona. Blondyn wgramolił się na jego kolana i przytulił do
jego ciała mocno, zaciskając piąski na koszulce, która opinała ramiona multa.
Zayn oplótł go swoimi i mocniej przycisnął do klatki piersiowej, chowając twarz
w wybielanych końcówkach włosów.
- Nigdy o Tobie nie zapomnę,
Niall.
Obiecał mu cicho, delikatnie
gładząc jego plecy dużymi, ciepłymi dłońmi. Horan oddałby wszystko by pozostać
w tym uścisku do końca życia. Zaynowi nie przeszkadzało ciało wczepione w niego
jak mała małpka. Uwielbiał przytulać Nialla, według niego dawał najlepsze
uściski, a teraz tego potrzebował jak niczego innego. Więc po prostu siedział
tam, gładząc plecy młodszego chłopaka i nucąc jakąś spokojną melodię. Po chwili
oddech na jego szyi stał się regularny, a uścisk nieco osłabł. Delikatnie
odchylił głowę i spojrzał na spokojnie śpiącego blondyna z głową ułożoną na
jego ramieniu i lekko uchylonymi wargami. Powoli, tak by nie upuścić go
podniósł się z kanapy i ruszył do sypialni chłopaka. Ułożył go na dużym łóżku,
jak zawsze po lewej stronie i zsunął z niego buty, skarpetki i spodnie, aby
wygodniej mu się spało. Sam ruszył pod prysznic, biorąc ze sobą czyste
bokserki, w których z reguły sypiał. Niall miał niby dwie sypialnie, ale i tak
spali w jednym łóżku. Horan miał ostatnimi czasy koszmary i spał spokojniej, kiedy
obok było ciało Malika. Jemu też lepiej spało się, wiedząc że obok jest ktoś,
kto jest dla niego w jakiś sposób ważny, nie lubił samotności, na która zawsze
skazywał go Harry.
Wszedł pod prysznic i dokładnie
się umył ulubionym miętowym żelem oraz dokładnie umył włosy również miętowym
szamponem. Wyszedł ociekając wodą i osuszył ciało puszystym, czekoladowo
brązowym ręcznikiem. Wsunął na siebie białe bokserki i stanął przed lustrem,
uważnie się sobie przyglądając. Wpierw dokładnie obejrzał swoje oczy, które w
świetle miały czysto Koniakowy kolor. Następnie przesmyknął wzrokiem po
szerokich ramionach i umięśnionej klatce piersiowej. Opuszkami palców
przejechał po miejscach, gdzie pod skórą tkwił czarny tusz, tworząc tatuaże.
Każdy coś dla niego znaczył, miał mniejsze lub większe znaczenie. Zatrzymał się
na małym znaczku na lewej piersi. Delikatnie przemknął palcem wskazującym po
malutkim serduszku z literką H. Znaczenie tego tatuażu było jednoznaczne. W
oczach Malika błysnęły łzy, ale nie pozwolił im na wydostanie się. Zsunął wzrok
na umięśniony brzuch i biodra, by na końcu skupić się na swoich nogach.
Wyglądał seksownie, wiele razy to słyszał, chociaż w jego opinii nie miał w
sobie nic pociągającego. Prawda była taka, że na modela bardziej nadawał się on,
a nie Harry, co widać było od razu. On jednak zawsze stawał w obronie
przyjaciela, uważając, że loczek jest wprost stworzony do tego, by być przed
aparatami i na okładkach czasopism. Westchnął cicho i zgasił światło w
łazience, po czym cichutko wszedł do sypialni swojego przyjaciela i wślizgnął
do łóżka. Odwrócił się do niego plecami, a po chwili poczuł jak ramiona
Irlandczyka oplatają jego pas przez sen. Nie przeszkadzało mu to. Uśmiechnął
się jedynie lekko i zamknął oczy, zasypiając dość szybko.
Następnego ranka Malik obudził się dość prędko. Nie chciał jednak wstawać, jeszcze nie. Niall leżał z głową na jego klatce piersiowej i ciasno oplatając jego brzuch swoimi rękami. Został w tej pozycji od kiedy około drugiej nie obudził go zły sen i nie poderwał się z płaczem. Zayn uspokajająco zaczął go tulić, po czym w tej pozycji spokojnie zasnęli. Malik odruchowo zaczął bawić się blond kosmykami ale podświadomie bardzo chciał, aby na jego miejscu znajdował się nie kto inny jak Harry Styles. Móc teraz bawić się jego lokami, a po przebudzeniu zamiast czysto błękitnych tęczówek ujrzeć te soczysto zielone, zaspane oczka i cudowny, nieprzytomny uśmiech, ukazujący słodkie dołeczki w policzkach. By usłyszeć ten niski, zachrypnięty głos przy uchu, poczuć miłe dreszcze na plecach i pocałować młodego modela w czoło. Realia były jednak zupełnie inne. Zamiast zielonych oczu ujrzy niebieskie, nie usłyszy tego zachrypniętego głosu a ten z charakterystycznym akcentem. Westchnął cicho i spojrzał na przebudzającego się Irlandczyka. Zagryzł dolną wargę i posłał mu niepewny uśmiech.
- Cześć, Zee.
Powiedział cicho Horan, na co
Malik lekko poszerzył uśmiech i zsunął dłoń z jego włosów na ramię.
- Dzień Dobry, Niall. Lepiej?
Zapytał a blondyn pokiwał lekko
głowa, niechętnie odsuwając się od niego i układając głowę na swojej zimnej
poduszce.
- Idziesz dzisiaj podpisać
papiery, prawda?
Zapytał, na co starszy lekko
skinął głową i potargał kruczoczarne włosy palcami.
- Tak. Podpiszę zgodę i umowę,
odbiorę rezerwację i powtórzę do ostatniego egzaminu. Chcę mieć pewność, że tam
pojadę, że będą mnie tam chcieli.
Powiedział cicho, na co młody
Irlandczyk się oburzył. Usiadł gwałtownie na materacu i spojrzał uważnie na
przyjaciela.
- Będą Cię tam chcieli. Nawet nie
waż mi się myśleć, że może być inaczej, rozumiesz? Jesteś zajebistym, mądrym i
inteligentnym facetem. W dodatku wyglądasz jak Bóg seksu. Rozumiesz?! Nie waż
mi się Myślec inaczej, bo jakiś dupek Cię nie chciał! Jest masa facetów, którzy
chcieliby Cię poznać, nie warto rezygnować z tego bo jakiś skurwysyn nie mógł
docenić tego co miał!
Dźgnął go palcem w klatkę
piersiową, bojowo patrząc w oczy. Zayn nie wiedział skąd w nim tyle charyzmy.
Powoli uniósł się na łokciach, nie spuszczając wzroku z przyjaciela.
- Na przykład kto?
Uniósł lekko brwi, nieświadom
tego, co ta odpowiedź zmieni.
- Na przykład ja!
Krzyknął Horan a jego zatkało.
Źrenice powiększyły się, wpatrując z mężczyznę z niedowierzaniem. Niall dopiero
po chwili zdał sobie sprawę, że wyznał Zaynowi swoje uczucia i teraz cofał się
na najdalszy koniec łóżka, przerażony tym wszystkim. Dłonie mu drżały a
policzki oblały szkarłatne rumieńce.
- Ja… Musze już iść.
Powiedział cicho Zayn, wciąż nie
mogąc przetrawić tego, co usłyszał przed chwilą. Wygramolił się spod kołdry i
przemknął do drugiego pokoju. Wciągnął na siebie pierwszą lepszą koszulkę, do
tego założył ciemne, obcisłe jeansy i adidasy, po czym mając przy sobie jedynie
portfel i telefon opuścił dom. Nawet nie umył zębów, musiał się przewietrzyć. W
kiosku na rogu kupił mocno miętowe gumy i paczkę papierosów oraz pudełko
zapałek. Wsunął fajkę między wargi i ruszył przed siebie, zaciągając się
trującym dymem. Kilka dziewczyn na jego widok zachłysnęło się powietrzem i
obejrzało za siebie, by spojrzeć na jego seksownie opięte pośladki, jednak on
tego nie zauważał. W głowie miał mętlik, Niall czuł do niego coś więcej niż
przyjaźń. Zayn kochał go, owszem, ale jak brata. Nie wyobrażał sobie Horana
jako partnera na całe życie. Pokręcił gwałtownie głową i potargał włosy, gasząc
niedopałek na pobliskiej poręczy. Zastąpił papierosa listkiem gumy i dotarł do
uczelni. Spojrzał na profesora, który chyba nie pochlebiał dzisiejszemu
wyglądowi chłopaka.
- Przepraszam, spięcia w domu.
Wyjaśnił cicho Malik i pochylił się nad plikiem dokumentów. Złożył dwie parafki, odebrał kwitek na bilet i postanowił zjeść jakieś śniadanie w kawiarence nieopodal. Potrzebował mocnej kawy i słodkiego rogalika, by móc na trzeźwo przemyśleć obecną sytuację. Coraz bardziej cieszył się z wyjazdu, jednak miał wrażenie, że nie wszystko może pójść po jego myśli, że coś na co pracował tyle czasu może wcale nie być takie piękne, jak zakładał z góry.
Wyjaśnił cicho Malik i pochylił się nad plikiem dokumentów. Złożył dwie parafki, odebrał kwitek na bilet i postanowił zjeść jakieś śniadanie w kawiarence nieopodal. Potrzebował mocnej kawy i słodkiego rogalika, by móc na trzeźwo przemyśleć obecną sytuację. Coraz bardziej cieszył się z wyjazdu, jednak miał wrażenie, że nie wszystko może pójść po jego myśli, że coś na co pracował tyle czasu może wcale nie być takie piękne, jak zakładał z góry.
Niall siedział na parapecie w
salonie, uważnie wpatrując się w spływające po szybie krople deszczu. Po jego
policzkach ciekły pojedyncze łzy. Jak mógł to powiedzieć? Jak mógł się wydać w
takiej chwili? Wiedział, że przysporzył tym Zaynowi tylko więcej problemów. A
przecież chciał zmniejszyć ich ilość a nie powiększyć! W dłoniach ściskał swój
ulubiony kubek z myszką mickey a na sobie miał czarno-granatową bluzę Zayna.
Rozumiał już, czemu ten uwielbiał chodzić w swetrze Harry’ego – mając na sobie
jego bluzę czuł się chociaż odrobinę bardziej bezpiecznie. Wewnątrz jednak
czuł, że coś jest nie tak, że coś się stało. Instynktownie wyjął komórkę z
kieszeni i wybrał numer Zayna, jednak włączyła się jedynie poczta głosowa.
Drugi raz i drugi raz nie nawiązało połączenia. Westchnął i schował aparat do
kieszeni, upijając łyk herbaty z kubka, znów wracając do wpatrywania się w
smutną pogodę. Wolną ręką otarł kolejną porcję łez ze swojej twarzy i oparł
skroń o chłodną szybę, przymykając powieki.
- Jesteś dupkiem, Horan.
Wysyczał cicho do siebie i
jęknął, kiedy usłyszał wesołą melodyjkę wydobywającą się z jego telefonu. Była
to ulubiona piosenka Zayna. Zerknął przelotnie na wyświetlacz, ale niczego nie
mógł dojrzeć przez nową falę łez, zbierającą się w kącikach jego oczu. Odebrał
więc szybko.
- Tak?
Zapytał cicho i zagryzł dolną
wargę niemalże do krwi, słysząc głos po drugiej stronie.
- Dobrze.
Szepnął cicho i od razu wybrał
drugi numer.
- Liam? Zawieź mnie do szpitala.
Zayn miał wypadek.
Powiedział cicho, łamiącym się
głosem, nim upuścił telefon na ziemię i zaniósł się płaczem.
Harry siedział na kanapie,
ściskając w palcach ich wspólną fotografię. Nie, żeby nie podjął próby
przeprosin Zayna. Podejmował, wiele razy. Wiele razy wykręcał jego numer, by
ostatecznie zamiast zielonej, nacisnąć czerwoną słuchawkę. Kilka razy nawet wybrał
się do mieszkania, gdzie aktualnie mieszkał mulat. Nigdy jednak nie nacisnął
dzwonka, ani nie zapukał. Stał tam po kilka minut z dłonią przy drzwiach, by w
końcu zrezygnować i odejść, wyzywając się przy tym od najgorszych tchórzy. To
był cios, zranił Zayna niemiłosiernie i nie wiedział jak ma to wszystko
rozegrać. Pociągnął nosem i odwrócił zdjęcie, spoglądając na podpis po drugiej
stronie. Zawsze razem. Zayn. Odrzucił papier na stolik i jęknął głośno,
uderzając głową o zagłówek. Po chwili usłyszał po swojej prawej stronie ciche
miauknięcie i czekoladowy kot wskoczył mu na kolana. Harry doskonale pamiętał
dzień, w którym Zayn podarował mu Ellie.
To były walentynki, Harry wrócił zmarznięty z jednej z większych sesji do magazynu dla nastolatek, marząc jedynie o kubku gorącej czekolady i dobrym filmie. Kiedy wszedł do domu Zayn uśmiechał się z wejścia do salonu, a po chwili brązowe, futrzaste stworzenie ocierało się o jego łydki, dumnie prezentując pudrowo różową kokardę ze wstążki na szyi i domagając się pieszczot. Harry zsunął z siebie płaszcz wciąż zaskoczony, kiedy poczuł na ramionach ciepłe dłonie Zayna. Odwrócił się, uważnie spoglądając roziskrzonymi oczkami w te mulata i uśmiechnął wesoło.
To były walentynki, Harry wrócił zmarznięty z jednej z większych sesji do magazynu dla nastolatek, marząc jedynie o kubku gorącej czekolady i dobrym filmie. Kiedy wszedł do domu Zayn uśmiechał się z wejścia do salonu, a po chwili brązowe, futrzaste stworzenie ocierało się o jego łydki, dumnie prezentując pudrowo różową kokardę ze wstążki na szyi i domagając się pieszczot. Harry zsunął z siebie płaszcz wciąż zaskoczony, kiedy poczuł na ramionach ciepłe dłonie Zayna. Odwrócił się, uważnie spoglądając roziskrzonymi oczkami w te mulata i uśmiechnął wesoło.
- Wszystkiego najlepszego z
okazji Walentynek, Harry. Wiem, że nie jesteśmy razem, ale… pomyślałem, że
ucieszysz się z takiego małego prezentu.
Powiedział cicho mulat,
pochylając się i całując lekko policzek młodszego mężczyzny.
- Dziękuję Zayn, jest śliczna,
ale.. ty nie lubisz kotów.
Zauważył cicho loczek, na moment
przenosząc uwagę z kociaka na chłopaka przed nim i uśmiechając się niepewnie.
- Wiem. Ale ty je uwielbiasz. A ja uwielbiam twój uśmiech.
Zauważył cicho Malik i potargał
go pieszczotliwie po włosach.
Jak mógł być takim idiotą i już
wtedy nie zauważyć tego, co działo się między nimi? Jak mógł postąpić w tak
okrutny i bestialski sposób?
- Widzisz, Ellie. Nie dość, że
jestem pierdolonym kretynem, to jeszcze nie umiem naprawić tego, co zjebałem.
Westchnął po raz kolejny i otarł
zmęczone oczy dłonią. Zakrył je na chwilę ręką, po czym sięgnął ponownie po
Iphone’a, wykręcając numer do Zayna. Nie pamiętał który raz już to robił, ale
pamiętał, że nigdy nie zadzwonił. Spojrzał zielonymi oczami na kota, który
wpatrywał się w niego jakby wyczekująco. Zagryzł dolną wargę, przenosząc
spojrzenie na rząd cyferek i zastanawiając się, czy to dobry pomysł. Po chwili
jednak nacisnął zieloną słuchawkę i przyłożył drżący aparat do ucha.
Przepraszamy, wybrany abonent ma
wyłączony telefon lub jest poza zasięgiem sieci. Proszę zadzwonić później.
Ogłosił mechaniczny głos.
Westchnął i rozłączył się, odkładając aparat na stolik. To niemożliwe, odważył
się pewnie pierwszy i ostatni raz coś zrobić, a to i tak nie wyszło! Po chwili
do mieszkania z hukiem i rumorem wpadł Louis, a za nim Cara. Oboje byli bladzi
i przerażeni, a w oczach kobiety czaiły się łzy. To był zły znak. Styles
poderwał się z kanapy i spojrzał na nich, nie wiedząc o co chodzi.
- Co się stało?
Zapytał w końcu, nie ruszając się
z miejsca. Louis zagryzł dolna wargę i podszedł od niego, uważnie patrząc mu w
oczy. Cara stanęła zaraz za ramieniem przyjaciela i wychyliła się nad nim, by
spojrzeć uważnie na lokatego.
- Harreh…
Zaczął miękko, drżącym głosem
Tomlinson. Położył dłoń na barku przyjaciela i delikatnie go pogładził. Haz nie
wiedział co się dzieje, dlaczego obchodzą się z nim nagle jak z jajkiem.
- Louis, kurwa, mów co się
dzieje.
Powiedział nerwowo, wyłamując
przy tym palce.
- Zayn miał wypadek. Jest w
szpitalu. Nie wiemy, czy to przeżyje.
Powiedział cicho najstarszy w
towarzystwie, a młody chłopak opadł na beżową kanapę, wbijając pusty wzrok w
kominek przed sobą. Po chwili spojrzał na ich wspólne, roześmiane zdjęcie i
poczuł na policzkach kolejną falę łez.
- Nie… Żartujesz, prawda?
Zapytał cicho, ale mężczyzna
pokręcił jedynie przecząco głową.
- Przykro mi.
Szepnął, po czym z obu stron
zamknęli go w uścisku.
- Obiecujesz?
- Obiecuję.
Zayn! Zabije tego kto spowodował wypadek -.-
OdpowiedzUsuńTak szkoda mi Nialla, bo teraz Zayn może go trochę odtrącić :c
Boże, a Harry...się załamie człowiek...
Śliczny rozdział :) KOCHAM TEN i poprzedni i następny tez będę ♥
Obiecuję ♥
@_Stereo_Soldier_